25.03
Środa- czyli wszystko jasne chyba? :) Oczywiście urazówka. Od 14tej. Trochę się zagalopowałam i wyszłam dopiero po 21szej.. Niby nie było ludzi, tzn nie było tego mega-wielkiego ruchu i czekania po 6 godz do lekarza, ale jednak sie po kolei coś działo. Tyle, że ludzie nie denerwowali się, bo wchodzili najwyżej w przeciągu pół lub godziny. No i dohtory były akurat te co czeba :))
***
26-latek, głowa przykryta bluzą, na leżance.. Na rtg piękne złamanie obu kości podudzia wraz z rozerwaniem więzozrostu strzałkowo-piszczelowego. Jak? Ano, jak się za heroinę nie płaci, to diler się trochę denerwuje .. Na wstępie pielęgniarki wołały, że aby rękawiczek nie zapomnieć do jego badania, bo oczywiście do przyjęcia. Sie sam na wstępie zajął informowaniem wszystkich, że rano jeszcze brał here. W miarę zbierania wywiadu czułam się coraz, coraz bardziej nieswojo..
- a od kiedy pan bierze? ile?
- od paru lat.. teraz tak 3-4 razy dziennie..
(wow)
- miał pan wykonywany test na obecność HCV? szczepienie HBV?
- chyba było.. w wiezieniu robili.. siedziałem 4 lata
(o ku..rde)
- a na obecność HIV? jaki wynik?
- hmm... - spod bluzy nie za bardzo było słychać - chyba taa.. wynik.. ee.. dobry chyba
(czyli , że co? pozytywny do cholery?)
Na szczęście Dr F. przyszedł i bujnął to całe przyjęcie. Heroina musiała już przestać działać, bo przy nastawianiu kończyny krzyczał z bólu jak każdy pacjent..
***
Młody kelner, 22-latek ze zdziwieniem dowiedział się, że ten jego ból stawu barkowego, to jednak coś poważnego. Na tyle,że będzie musiał zostać w szpitalu
- a..aale ja w sobotę będę mógł sobie skoczyć na egzamin? - ciągle jeszcze nie rozumiał..
- no wie pan.. ma pan zerwanie więzozrostu 2/3 stopnia (piękny objaw klawisza!!) .. chce pan mieć sprawna rękę?
- tak, oczywiście
- to sugerowałbym przyjęcie do szpitala. Opatrunek ósemkowy nie da rady tu.. A kiedy pan wyjdzie, to się okaże już..
***
Przemiła, z perełką na bereciku :) , 90-letnia pani przywieziona przez pogotowie- niby po upadku, ale generalnie z ZBCC. Tak zaawansowana choroba zwyrodnieniowa, że nie dziwota.. tramal panią podtruwał ostatnio, więc poradnia leczenia bólu przestawiła ją na jakieś NLPZty tylko. I o. Ból jak cholera.. i wdzięczność za każdy gest w jej kierunku wykonany. Dr zapisał coś silniejszego doraźnie p/bólowego i wysłał do domu.
- dziecko, Ty taka dobra jesteś.. wnuczkę moją przypominasz..niech ci Pan Bóg błogosławi.. - usłyszałam na koniec, gdy usuwałam wenflon i pomagałam chłopakom z pogotowia panią do transportu przygotować :)
***
- ale ja to dr'a nie lubię! nie będę lubi.. aaaua! - dostało się P. od rześkiej 87latki :) Klasyczny Colles, nastawić trzeba było, a to miłe nigdy nie jest.
- ale Ciebie kochany, to tak - skierowała się do młodego gipsiarza- Ty nie taki jak ten doktor, potrzymasz kobietę, bólu nie sprawisz :) - Nie,no doktorze, pana też będę lubić, ja tylko tak mówię :) Bo ja zawsze staram się żartem to wszystko wziąć.. jak bym inaczej miała dożyć tylu lat?
:))
26.03
Wstałam z wielkim oporem.. Urazówka dała trochę w kość a tu się szykował powrót do mieszkania dopiero w piątek wieczorem. Ale co tam, od czego są red bulle? Łyknęłam jednego przed samym zejściem na izbę i jak zaczęłam o 13:30 tak przyjmowac skończyliśmy o 4tej rano.. Po drodze owszem, jakieś przejazdy na usg z mniej stabilnymi pacjentami, przebieżki na 4 piętro na odział.. ale w sumie na sali operacyjnej nie byłam. Czego wcale żałowac nie musiałam, bo pierwszy raz aż tyle się na samej izbie właśnie działo :)
A! i jeszcze po południu, tak na początku pojechaliśmy na radiologię inwazyjną. Z panem, którego poznałam tydzień wcześniej na urazówce - złamany obojczyk pocharatał mu tętnicę podobojczykową i utworzył się tętniak rzekomy. Lało mu się z tego, Hb spadała, on słabiutki taki już.. nawet żartowac nie miał za bardzo siły. Na szczęście prof R. nie wyjechał jeszcze na konferencje naczyniową do Zakopca i mógł panu pomóc. Zrobił to koncertowo! Co tam, że nie ubrał się w jałowe ciuchy, tylko zawinął rękawy koszuli i narzucił na to ołowiany fartuch.. Nakłucie tętnicy udowej, wprowadzenie cewnika do T. podobojczykowej były najdłuższa procedurą - jakieś 7 min. Bo samo wprowadzenie stentu - może 1 min! I to od razu w dobre miejsce! bez poprawek! I już krew przestała uciekać :) Niesamowite to było..
W nocy Prof mógł jeszcze raz sie popisać swym kunsztem - tym razem w pękniętym tętniaku tętnicy biodrowej.. tu już tak szybko nie było, choć i tak najdłużej się zeszło ze znalezieniem stentgraftu. Całe szczęście, że się znalazł,bo otwarta operacja tego chorego akurat nie dała by raczej pozytywnych efektów.. Pan miał BMI kole 39, powoli wchodził we wstrząs..W CT widoczna krew praktycznie w całym brzuchu już.. a 3 miesiace temu był z tym samym, tylko na aorcie piersiowo-brzusznej. Na szczęście dla chorego prof R. był :)
***
Na izbie gwoli wprowadzenia dostał mi się do zszycia palec młodej mężatki pragnącej ugotować obiadek lubemu (znak jakiś :P ?) Raptem dwa szwy, ale na tak długą absencję nieźle wyszły chyba ;)
***
Przed wieczorem, gdy wesparła mnie dr Jekyl :) pogotowie się wściekło i naraz nazwoziło dwa ciężkie przypadki. Oba z wypadków. Zamieszanie, obijanie się tyłkami w tak zwanej szumnie sali reanimacyjnej, gdzie ledwo-ledwo się wszyscy pomieściliśmy, wypisywanie skierowań na badania na ścianie.. sajgon jakiś.
Jeden pan o nieznanych personaliach, już z wykonanym CT.. afazja czuciowa i ruchowa, krwiak podtwardówkowy, początek wklinowania móżdżku i .. 15(!) pkt w skali Glasgow od anestezjologa przed wyjazdem. Na neurochirurgię sprzedany, sprawnie zaraz na blok operacyjny zajechał.
O drugim nic wiadomo nie było- czyli do rtg wszystkiego doszło CT głowy. I hajda z nim na OIT.
Uff.
***
Większość dyżuru była generalnie pod wezwaniem "bólów brzucha". Rytuał ten sam - wywiad, badanie, pobranie krwi na badania, skierowanie na usg, ewentualnie rtg. I dopiero z tym wszystkim zazwyczaj aut do domu po sczęstowaniu jeszcze delikwenta domięśniową mieszanką rozkurczowo-p/bólową. Po północy, z pieczatką dohtora w kieszeni, samodzielnie już załatwiałm te pierwszą część, tak, że Dr S. doczłapywał tylko na diagnozę i wypis :))
A-le. Żeby nie było, że nudą powiało. Kwiatki też były.
***
Kompletnie ululany Xiu-jakiś-tam przy okazji pijackiej nietomności rozwalił sobie głowę - jakies 6 cm rany ciętej na potylicy. Gdy tak po ułożeniu w pozycji bezpiecznej sobie najpierw znieczulałam lidokainą a potem zakładałam te 6 szwów wśród gęstej, długawej czupryny, ze zdziwieniem dostrzegłam, że gdyby tak nie to zarzyganie, uwalanie w błocie, gdzie nie gdzie zakrwawienie, a i gdyby przytomny był, to chłopak mógłby iść tak ubrany na obiadek do teściowej w niedziele. Ciekawe, czy się założył, czy ktoś go specjalnie tak spił? Jego stan miał jedną zaletę- nawet nie jąknął podczas szycia :) Koledzy, którzy go odnaleźli w szpitalu, mało mi tam nie fiknęli jak przypadkiem spojrzeli w ranę :) Po zaopatrzeniu zaczęliśmy się dogadywać co i jak mają z nim zrobić, gdzie się zgłosić jutro i takie tam.. ale ich english był jeszcze słabszy niż mój więc w sumie, to pewności nie mam.. W końcu wpakowali się w taksówkę i pojechali.
***
Gdzieś po drugiej, gdy wywiadowałam kolejny bolący brzuch, wpadło pogotowie z hasłem- poparznie.
Bezdomna kobieta, tak nawalona za przeproszeniem, że nie poczuła,że jej melina się pali. Załapała, gdy ogień zdążył wypalić jeża z jej bujnych włosów, adidasy zdematerializowały się do połowy stopy, a spodnie i rajstopy zaczęły się stapiać ze skórą.. Zdarła dolną część ubrania z siebie i doszła do przystanku autobusowego. Tam już ktoś wezwał pogotowie. Szybko za telefon i po dr S. .. zaczęłyśmy z pielęgniarką kobitę rozbierać z resztek ciuchów.. zwęglony naskórek, gdy sie zagapić, sama sobie zdejmowała płatami.. nie czuła bólu. Poparzone praktycznie całe kończyny dolne- uda, podudzia aż po kostki.. zdarłyśmy resztki sfajczonych skarpet i butów.. buchnął odór zagnilizny. Chyba nie myła nóg od paru tygodni.. Zaczęłyśmy opatrywać ją, bandażować.. A jej jedynym problemem było czy damy jej buty? bo w innych szpitalach to zawsze i buty i ciuchy dostawała.. Dr zdecydowanie odmówił przyjęcia jej na oddział. Nie mnie z tym dyskutować.. Do rana miały iść jej płyny, ,środki p/bólowe ewentualnie a potem dostała zlecenie pojawienia się w przychodni (jest specjalna dla bezdomnych) i tam już rozplanowania zmian opatrunków itp..
***
o 4:30 spoczęłam w (s)pokoju.. na godzinę, bo kolega wrócił po swoje rzeczy po operacji przyjętego przez nas wyrostka i nakręcony zaczął opowiadać i opowidać.. mam nadzieję, że mu głupot żadnych nie klepnęłam w tym półśnie :P
Pozostałe mi pół godziny już wykorzystałam z ochotą na sen.. przecież trzeba było na 8:00 iść normalnie na zajęcia.
27.03
Jak się można spodziewać przytomnością nie grzeszyłam. Bezwstydnie oczy mi się na końcowym seminarium zamknęły i jak liczyła koleżanka bite 15 min spałam ;) Dumna z tego nie jestem, ale no co poradzę?
Po zajęciach z A., K i A. skoczyłyśmy na obiadek i .. na nasz obowiązkowy dyżur ginekologiczny. Taaak..
Na szczęście ta resztka adrenaliny spowodowana zminą miejscówki i w ogóle pojawieniem się na bloku porodowym sprawiła, że jakoś funkcjonowałam.
Na wejściu, szybko mnie zawołano do szycia krocza. W takim tempie to jeszcze nigdy sie nie ubierałam :) Łącznie z tym, że maseczkę i czepek zakładano mi już, gdy ja siedziałam kole dr'a i trzymałam wziernik odsłaniając szytą szyjkę macicy :D
Hardcore normalnie. Przy szyciu siem zgadaliśmy, że ja z chirurgicznego koła i - co później wybitnie zaskoczyło młodą lekarkę, która się nami zajęła- mogłam założyć szwy skórne na krocze :)) Faaajnie tak. Od razu nabrałam ochoty do działania :)
W ciągu tych paru godzin trafiły nam sie w sumie wszystkie opcje :) Po szyciu był zaraz poród naturalny, tym razem ze znieczuleniem ZO, więc zobaczyłam, o ile bardziej komfortowo się szyje (o rodzeniu nie wspominam) w takim układzie.. W chwili przerwy skoczyliśmy na patologię ciąży zrobić usg 32-tygodniowym bliźniakom :) Zaraz po powrocie przyglądałyśmy się wykonaniu znieczulenia ZO.. a po chwili hasło,że ten drugi poród jednak przez cesarkę, bo dzieciątko zdecydowało jednak główkę odchylić nie w tę stronę co trzeba. No to lu- na salę operacyjną. Chyba nigdy nie przestanę się dziwić tempu, w którym cesarka się dokonuje. Raz-dwa i już, dziecię na świat spoglądać może.. Dziewczyny obległy panią neotanolog i nowego ludzika, a ja oczywiści co? No jasne, że wsadzałam głowę w pole operacyjne ;) Aż mi sie Pam Dr odsunął, żebym zobaczyła sobie i zaczął co nieco tłumaczyć :) Najbardziej zaskakujący był dla mnie motyw zszycia skóry prostą igłą, szwem śródskórnym (minimalizacja blizny pooperacyjnej), zakończonym eleganckimi koralikami :) Całą resztę znałam, po pierwszym roku na praktykach zaglądałam na ginekologię i oba rodzaje porodów już widziałam.. ale dziewczyny pierwszy raz były przy narodzinach - i wyszły przepodekscytowane :)) aż im tego pozazdrościłam .. :P
Ewakuowałyśmy się trochę po 20tej..
Po kąpieli, tak jak się spodziewałam, mimo dzikiego zmęczenia resztki adrenaliny się tłukły po organizmie i stwierdziłam, że jeszcze coś może obejrzę na kompie.. Zasnęłam jak niemowle nad laptopem, ze słuchawkami w uszach.. dobrze jest mieć czesem współlokatorkę w takich wypadkach :)
28-29.03
Normalny człowiek by po takim maratonie leżał do góry brzuchem i się nie ruszał. Ale kto powiedział, że ja normalna...
Była 2-dniowa konferencja kardiochirurgiczna.. Taka bardzo kameralna, w wyjątkowym miejscu, może kole 40-50 osób, ale prezentowali się studenci z Wiednia, z Gdańska, z Zabrza, no i warszawskie ośrodki rzecz jasna.. A że ja w trakcie bloku z kardiologii, kardiochirurgii w ogóle(!!) nie mamy ujętej w programie studiów ( nawet gupiego 1 tygodnia :( ), to stwierdziłam, że pójdę. I warto było!
Że do tego sobotnią nockę spędziłam u kuzynki i jej mENżczyzny, na gadaniu, zakupach, oglądaniu filmów, graniu w kulki :P i słuchaniu mini koncertu na 3 gitary - psychicznie wypoczętam :)
Tylko fizycznie taka jakaś ..zmarnowana :P
Podziel się:Trackback: http://bloog.pl/id,4402098,trackback
komentarze (7) | skomentuj