Zblokował mi się bólowo lewy staw łokciowy. Ani pełnego wyprostu, ze zgięciem jeszcze gorzej :( Bez urazu, dla ścisłości. Czyli szeroko pojęte przetrenowanie? Cholera wie, a dziś przez ten cały panieński na urazówkę przecież nie pojadę
Skończy się pewnie wizytą tu u mnie w szpitalu, muszę zresztą wreszcie zawieźć podanie o praktyki.. Potworna biurokracja tu panuje.. a to w połączeniu z jakimś takim moim niechciejem wakacyjnym sprawiło, że pierwszy raz na tych studiach nie pędzę robić praktyk.. Ale spokojnie, pooddycham szpitalem, będzie ok :)

Dr F. przy którym się plątałam rzucił tylko hasło, że mam się za to brać, pokazał jak chwycić i do roboty. Już nauczona, że jak dają, to nie odzywać się, tylko robić ;) z duszą na ramieniu zaczęłam..Złamanie było bez żadnych przemieszczeń, zwyczajnie trzeba było tylko zastosować wyciąg, więc spokojnie, byłam w stanie to zrobić. Dr oczywiście stał obok i czuwał, drugi dr akurat się jakoś pojawił i też stał i podpowiadał i w ogóle ojej, przejęty był :) A i panie pielęgniarki- baardzo tu na izbie fajne- zagrzewały do boju ;) Kibice pierwsza klasa! Kurcze, ale to rzeczywiście jest ciężkia robota, tak fizycznie. Bite 10 min wyciągania, trzymania w jednej pozycji.. heh.. ale do zrobienia :) Kontrolne zdjęcie pokazało,że wyszło nieźle, w każdym razie nie trzeba było poprawiać :)


Aż normalnie mi sentyment wrócił do kardio :)
Bo to i OIOK, i inwazyjna znowu.. i szmery, i tony dodatkowe, i w ogóle tak .. swojsko ;) Miło tak.. heh..
***
- Pomysłowość ludzka jest niepojęta, twórcza, odkrywcza..ale może istnieć tylko dzięki temu, że rodzą się kolejne pokolenia ludzi - tak a propo pierwszych doświadczeń (i ofiar) z cewnikowaniem serca ;)
***
- yyhm.. obraz z rzutnika się ..rusza? - niepewnym głosem rzekł dr'a rozpoczynający seminarium o powikłaniach zabiegu wszczepiania stymulatora - bo wiecie - zaczął jak go tylko uspokoiliśmy, że tak, owszem, obraz się rozjeżdża - ten efekt może pochodzić od rzutnika, od komputera, albo.. no wiecie.. neurologia osobista :)
Rozważając kolejne ewentualne powikłania ..
- a jeśli się uszkodzi izolacja elektrody stymulatora?
- to będzie pobudzało nie w tym miejscu, co trzeba..
- no! i będzie kolejny ciekawy przypadek! :)
- a czasem można z elektrodą wyrwać zastawkę trójdzielną.. i mamy wtedy idealny materiał do biopsji :)
I tak kolejno omawialiśmy sobie możliwe miejsca uszkodzeń, przerwania ciągłości struktur, aż po tamponadę, przemieszczenie elektrod, zakażenia, przetoki, zespół skręcenia elektrod nawet..
- Ale nie! nie proszę państwa, bo to po tym seminarium wyszłoby, że stymulatory trzeba odradzać.. a to nie tak, to bardzo bezpieczna metoda! :)
***
W czasie tygodnia na inwazyjnej po raz pierwszy zdarzyło mi sie wreszcie załapać coś ( no przyłożyć się porządnie) z ekg, które do tej pory zawsze, mimo niewątpliwej sympatii do tej działki medycyny, omijałam szerokim łukiem.. a wystarczyło tylko mieć zajęcia z właściwą osobą. Żal tylko, że nie można było mieć z dr K. dłużej.. naprawdę.. żal.
Końcowe kolokwium u tegoż dr'a też bardzo miłe, na 4.5 :)
Pochwalił nas, że dobrą grupą jesteśmy i czy czasem nie chcemy na kardiologię?
heh..
No bo ostatni dzień dziś byłam .. i tak smutno jakoś mi aż :( .. że w takim właśnie trybie oddziałowym, to najwcześniej z powrotem będę się mogła pokazać dopiero w maju, a najpewniej to w wakacje na praktykach :/ Bo tak to bite 12 tygodni zajęć normalnych.. heh.. A już się nawet do tej pobudki po 6tej przyzwycziłam.
Ale trzeba przyznać, że ten mój ostatni dzień z przytupem małym był :)
Na odprawie pam profesor zbolałym głosem wołał, że nie ma kto asystować..
- kto jest z młodych lekarzy na odc B?
- ja panie prof jestem najmłodzsza na odc B - powiedziała dr Z z uśmiechem
- niech sie pani tak tym nie chwali - profesor bez skomentowania czyjejś wypowiedzi? niemożliwe :)
No nie dopatrzył się od razu, bo ze studentów byłam tylko ja z kolegą. Jak mój dr M. zawołał, że tu pani studentka jest ( on akurat nic nie miał do zoperowania w tym dniu), to prof totalnie nie wiedział o so chodzi. No fakt- nie meldowałam mu się jak zaczęłam przychodzić, nie łapał kto ja, bo w sumie ciągle przy dr M.. ale teraz. Noo.. do pama profesora na asystę. Do stentgraftu, więc do standardowej warstwy zielonych kubraczków - jałowych i niejałowych - dochodziły ołowiane fartuchy i foliowe ochraniacze nań.. sauna solution to pikuś przy tym! Niby miałam drogę ucieczki, mógł kolega iść a ja do docenta, ale stwierdziłam, że kiedyś trzeba strach przemóc, zaglądnąć w paszczę profesorskiego lwa.. Aż dziwne, jak niektórzy ludzie potrafią wzbudzić popłoch i spowodować tak niekomfortowe samopoczucie. Niby mi tam ze dwa jakieś teksty się dostały tylko, ale już samo to, że dr S. ,na pierwszej asyście, był non stop o coś opieprzany sprawiło, że po skończonej operacjii wyszłam stamtąd z wielką ulgą..
Po powrocie na górę pokręciliśmy się z dr M. za pacjentami, sprawy oddziałowe..
- pani dr! - zagadał dr Sz. który właśnie się plątał po korytarzu - co pani teraz będzie robić?
- yy.. noo właściwie to nic konkretnego. A ma pan coś dla mnie :) ?
- a jak pani chce to do nefrektomii będę schodzić za trochę
- a pewnie, że chcę :)
Oczekiwanie na zabieg się trochę przedłużyło, zeszliśmy dopiero o 12:30.. no ale przecież usunięcie nerki to taka godzinka z przechodem.. Pod nadzorem dr F. sprawnie poszło wytworzenie dostępu, trochę problemu sprawiło jej wydobycie, bo pan przy kości. No ale tak 13:45 dr F. sobie już poszedł, a my zostaliśmy pozamykać tę dziurę po nerce w pacjencie. Kolejne warstwy- otrzewna, tkanka podskórna, w końcu skóra.. już dr dochodził do końca. Właściwie wiązał ostatni węzeł na skórze..
- dr.. ale poleciało z drenu! oo.. chlustnęło na podłogę- ze zdziwieniem zauważyłam. Jakoś do tej pory przy operacjach , jeśli coś z drenu szło to kropelkami najwyżej..
- ee.. to pewnie po szyciu się nazbierało - wtrąciła instrumentariuszka
Dr dowiązał węzełek, spojrzał w końcu na dren z żywoczerwoną krwią, która przy naciśnięciu brzucha wylewała się z niego..
- o.. kurwa! dawać klem! Nie spada wam ciśnienie może? - rzucił do anastezjologów
- yy..hmm.. ooo..noo. taak. Leci! - ze śródoperacyjnych 110/80 zrobiło się kolejno 65/45, za chwilę 45/23..
- dzwońćcie po F, niech tu złazi szybko! otwieramy z powrotem - i już dr złapał za nożyczki, dawaj rozcinać sumiennie pozakładane szwy.. tylko uchylił a wielkie już skrzepnięte bryły krwi wymykały się z brzucha na poślizgu ze świeżo wypływającej.. ponad 10 chust i ucisk. I czekamy na dr F. Wpadł, szybko się przemył i dawaj! Zaczęła sie zabawa ze ssakiem, podkłuciami i walką z ciagłym wypływem.. w pewnym momencie ciśnienie zrobiło się nieoznaczalne, ale oczywiści już 3 jednostki przygotowane, więc to nie problem.. Się okazało, że żyła z tetnicą była jedną podwiazką zrobione i zleciało to wiązanie. No i waliła krew z obu.. 2 litry na pewno stracił.. ale się udało opanować sytuację..
W związku z powyższym - z godzinnnego zrobił sie 3 godzinny zabieg.. heh.. i leciałam potem łeb na szyję na angielski.. i do doomku :)
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 36622
vertigo-medici@gazeta.pl
Przyjmuj każdy nowy dzień jako dar
jak prezent, a jeśli się uda - jak święto.
Spójrz w lustro i uśmiechnij się do siebie
i powiedz sobie sam Dzień Dobry.
Nie zapominaj o szczypcie humoru
i dopraw to wszystko zapałem do pracy.
Uśmiechaj się szczerze do każdego,
choćbyś go nie lubił, i on ciebie też,
na tym polega pochwała życia bo
szkoda czasu na smutki- niech żyje radość :))