zaburzenie ośrodka sytości?
czwartek,
14 maja 2009
0:39
Skocz do komentarzyMiało być króciutko - ot tak, na 3-4 godz, żeby przed 18tą wyjść z urazówki. Taka mała nagroda za zdanie kolokwium z zakazów tak, żem dopuszczona do zerówki. Mogłam sobie na to pozwolić, bo się okazało, że egzamin zamiast być po Bożemu w piątek będzie dopiero w środę.. z jednej strony - fajnie, wiecej czasu na naukę. Ale. Siad płaski do interny zacznie się z kilkudniowym opóźnieniem, a i sobotnie wyjście na juwenaliowy koncert Hey z powikłania planów odpadnie. Dobrze, że choć na T.Love i Myslovitz udało się nam dotrzeć :))
Taak.. wyszłam o 22:15 ..
To nie jest normalne.Takie nie trzymanie się planu. Nie egzekwowanie od siebie samej NIE.
Nie tłumaczy tego nawet fakt, że były fajne dr'y, że oprócz tradycyjnych złamań, skręceń było i 6 osób do zszycia palców, nogi, że dr'y wołały i zapraszały na salę do operacji, że w końcu asystowałam przy trzech szyciach..
Jedno iście urazowe (wreszcie!) . Dystalny paliczek 3 palca pan miał dziabnięty jakąś ostrą rurą na pół. Trzymało się toto na skórce i kawałku mięcha. Dr L. wziął igłę (taką od strzykawki), nabił w linii osiowej ten odcięty pypeć, przebił kolejno skórę, tkanki, odłamek kości i w końcu dobił tym do drugiej części paliczka. Kolejno pozakładał szwy dookoła łapiąc grubą warstwę ..
- no a jak byś zrobiła tu? z przodu przed paznokciem też?
- yyy.. no chyba po bokach raczej ..??
- to patrz :)
I wbił dr kolejny szew w resztkę płytki paznokcia, przekuł się przez ten fragment kostny jeszcze i zawiązał ostatni szew. A wszystko jakby w masło się wbijał, żadnego wysiłku.. taką ma parę w łapach?? Na koniec wystającą igłę, mocującą rozpołowiony paliczek, uciął tak na 1.5 cm, zawinął wystający fragment i już można było robić opatrunek. A ten pseudo drut Kirschnera za jakieś 3 tygodnie się wyjmie, jak już się pozrasta.
Młoda kobieta potknęła się w pracy i tak po schodach zjechała, że środkową partię podudzia oskalpowała. Dobrze, że nie potłukła gipsu przedramiennego założonego tydzień temu -przez tego samego dr'a zresztą :). Dzięki temu mogłam zobaczyć jak totalnie inaczej się szyje taką zbita sieczkę tkanki ludzkiej, niż tę normalnie przeciętą- równo i czysto skalpelem w trakcie planowej operacji. Tu już nie ma, że brzeg z brzegiem złapie się ot tak. Sie kombinuje, dociąga podskórnymi, a jeszcze i tak na względzie trzeba mieć, że może po prostu zropieć, zgnić i o. Okropniaście to ciekawe logistycznie:)
W ogóle to jestem umówiona, że w środę robimy z dr W. jego działkę pacjentów i potem, żeby nie było, że zostaję na dole! od razu idę z nim na górę operować towarzystwo, które sobie przyjmiemy do oddziału.
To będzie świetne odreagowanie postegzaminacyjne ;)