Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 111 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

uwaga- pisane zapewne jeszcze pod wpływem narkotyków :P

czwartek, 30 października 2008 23:02

Booolii.. rwie, szczypie, ciągnie.  I nie mogę otwierać za szeroko buzi, więc i pseudodietę przymusową mam. I sączek mam w ranie. I tym razem ponoć (bo jeszcze nie widziałam, co  tam mam pod opatrunkiem) pionowe cięcie, bo węzeł z kąta żuchwy pobierany.

Ale tak w ogóle, to bez porównania było - tzn. na lepsze. Przede wszystkim na „swoim" oddziale, ze „swoimi" ludźmi :) Nawet pani instrumentariuszka była z tych zaprzyjaźnionych:)

Przed odprawą co kogo nie spotkałam- uśmiech zrozumienia, kazali się nie denerwować :)  Szybka rejestracja, papiery w łapę i do towarzystwa na poranny raport dołączyłam.  A potem.. plecak do lekarskiego pokoju i za Dr tup-tup. Zwyczajnie przez śluzę przeszłam, w zielone ciuchy blokowe się przebrałam, potem na salę i mój dr M. już czekał. Przejął się facet normalnie ;) Jedno tylko zaskoczenie totalne - pani laryngolog nawet nie wspominała o jakimkolwiek miejscowym znieczuleniu. Uspać kazała i już. Nie powiem, przestraszyłam się.. ale na szczęście bez żadnej intubacji, po prostu propofolu i fentanylu dostałam, do tego setkę ketonalu i w drogę. Jeszcze tylko odczułam szalony zawrót głowy a potem to już.. Obudziłam się  na POPie.
No i kurcze nic nie wiem jak to wszystko przebiegało :( Poprzednim razem bolało, owszem, ale przynajmniej wiedziałam co się dzieje. Teraz jestem zdana na strzępki informacji, które wycyganiłam od A. , bo od Dr zwykłą formułkę usłyszałam :P

- tak, udało się wszystko. Co prawda połowicznie, bo hematolodzy chcieli dwa węzły, a znaleźliśmy jeden.. nie chcieliśmy Ci tam już tak głęboko grzebać.. Jak by trzeba było jednak jeszcze ten jeden (!??!) to już Ci pachowy jakiś znajdziemy..

Z tego co się dowiedziałam, Dr M. był nieszczęśliwy, jakby mu zabawke zabrano, bo Dr N, laryngolożka, sama się tam bawiła w tej szyi. On się nawet nie mył w końcu :P Kręcił się tylko biedny po sali i podglądał :) Podobno węzeł z tętnicy szyjnej zgarnięty, więc głęboko..

Wszystko trwało nieco ponad godzinę, więc naprawdę błyskawicznie.. wtedy przecież prawie 3godz leżałam na stole.

Na pooperacyjnej leżakowałam sobie aż wszystkie huśtawki w głowie przestały się bujać.. Miło, bo Dr M z A. przyszli do mnie, popytali jak tam.. no i o transport padło pytanie. Bo powiedzieli, że bez towarzystwa osoby dorosłej, to mnie nie wypuszczą ze szpitala. A od pani anestezjolog usłyszałam generalnie, że przez 24 godz  mam nie prowadzić samochodu, nie zbliżać się do przyrządów typu krajalnica i przede wszystkim nie podejmowac decyzji ważnych życiowo- np. nie przyjmować żadnych oświadczyn :P  Na moje pytanie, właściwie jęk , że mam jutro kolokwium , popukała się w głowę i kazała się w ogóle nie pokazywać  na zajęciach. I tak właśnie będzie, dr z chirurgii dziecięcej kazał się kurować i niczym nie przejmować :) Starszy Brat  miał po mnie przyjechać, wiec kwestia odwozu już była załatwiona.. Do czasu jego przyjazdu miałam sobie siedzieć w pokoju Dr'a :)  Uzupełniałam swoją historię choroby :) w międzyczasie chyba z połową obstawy lekarskiej pogadałam :D Dostałam jeszcze tramalu, bo zaczynało coraz mocniej boleć i przyjechał Brat. Na  laryngologii odwiedziłam jeszcze naszą An. .. wczoraj jej migdałki wyciapali :/ Ona dopiero marnie biedna się ma.. moje węzły się nie umywają. Już na dole samym, już prawie wychodziliśmy zajrzałam jeszcze do A. się pożegnać a tu..

- ej, co Ci to tak przecieka?? Weź idź lepiej na górę, niech Ci na to spojrzą.

Dobrze zrobiłam. Się udało mi Dr M. spotkać, zajrzał tam, dowiedziałam się o tym nieszczęsnym sączku wreszcie  i o tym, że jutro to powinnam się tu stawić u nich, żeby toto wyciągnać. Czyli jednak do Domku nie pojechałam. Brat mnie do mieszkania tylko dowiózł, dałam mu co cięższe i wrócę  już po zmianie opatrunku jutro :)

Heh..Właśnie widze, że znowu mi zaczyna przeciekać :/

Zmęczona jestem po tym wszystkim.. znowu śpiąca.. jeszcze zakręcona po tych wszystkich opioidach.. aby dojść do siebie..

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | skomentuj

chirurgia dziecięca..

wtorek, 28 października 2008 21:40

… jak na razie bez fajerwerków. Dwie sale operacyjne (no i trzecia laryngologiczna) w porównaniu z kombinatem bloku na Banacha wypadają nader skoromnie.. choć jeśli by porównywać standardy oddziałowe, ich odnowienie, czystość, wyposażenie - to dzieciaki górą.  Ale i zabiegów mało, chirurgów dostatek, więc nie ma mowy o żadnych asystach. Do tego dodać potwornie cierpiące dzieci po iluś tam operacjach, cierpliwe nawet, ale oczywiście do momentu.. bo potem już tylko krzyyyczą i się wyrywają i w ogóle łzy kapią ;-(Nasz  asystent, dr E., jeden z 7 facetów na oddziale, jest , no trzeba przyznać, super :-). Niesamowite podejście do dzieciaków, do rodziców, do nas zresztą też. W ogóle kadra naprawdę w porządku, dużo tłumaczą, opowiadają, chcą w te 5 dni wtłoczyć nam te podstawy do głowy.. Z pewnością zasługa w tej ich aktywności jest spora poprzedniej grupy, która miała tam zajęcia. Ponoć kolokwium wypadło tragicznie, nie znano podstaw, ale jeszcze ten jeden raz całą grupę przepchnięto.. Tylko , że teraz my mamy zapowiedziane, że nie będzie zmiłuj i jak ktoś się nie naumie materiału ze wszystkich seminariów to na poprawkę do samego pana profesora potupta.

Z tejże przyczyny już dziś siedzę i próbuję wklepać to wszystko do głowy. Ale nie, nie dlatego,że taki kujon ze mnie :P

Po prostu na czwartek mam umówioną kolejną próbę (oby tym razem owocną!) pobierania węzła szyjnego. Znaczy się ciapać mnie będą dla równowagi z drugiej strony.. Już się boję:-/ Niby ma teraz laryngolog zejść do tego, niby sam mój pam asystent będzie z nim się bawił ( ale to akurat chyba mój większy niepokój tylko wzbudza :P ) .. ale jak przypomnę sobie jak się tam na tym stole leży.. jak to boli.. popatrzę na ten krwiak, który mi teraz wywaliło pod blizną.. odechciewa się. Po prostu abso-k*-lutnie nie mam ochoty iść znowu pod nóż.
 Zdecydowanie wolę stać z tej drugiej strony.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | skomentuj

i po dużej chirurgii :((

sobota, 25 października 2008 10:44

Źle mi z tym faktem bardzo :( Zadomowiona się poczułam mocno w tym wielkim - nazwijmy rzecz po imieniu - pierdolniku :P  Dohtory też w tym ostatnim tygodniu się przy nas już nieźle wyluzowali, co rzecz jasna w konktaktach interpersonalnych miało swoje pozytywne odbicie :) Atmosfera lepsza i w ogóle..  kregosłup się przestawił już na tryb stania parogodzinnego w dziwnych pozycjach przy stole operacyjnym, więc i to już problemem przestało być.. Szycie też już mi coraz lepiej zaczęło wychodzić a i ogólnie częściej się zdarzało :) Już nie trzęsą sie mi ręce aż tak, jak to było jakies 3 tygodnie temu, gdy Dr dał mi w łapę imadło z igłą, rzucił, że te 35 cm rany na udzie mam zrobić szwem ciągłym, no tym "daleko-daleko, blisko-blisko" , a on się zajął w tym czasie preparowaniem żyły i tętnicy na podudziu :))  Pierwszy raz się wkłuwałam wtedy w ludzką skórę.. Spociłam się jak mysz, ale wyszłam z sali później z taką ilością endorfin we krwi, że trzymało mnie jeszcze do późnej nocy :P
Od tego czasu i szycie na bananie lepiej wychodzi ;)


Z jakiś tam rozmów na b(l)oku z dohtorstwem dowiedziałam, się, że dostać sie tu na specjalizację wcale trudno nie jest :) Rąk do pracy brakuje, bo specjalizantów w naszej klinice raptem czterech a reszta z grubo  ponad 20-osobowego zespołu z takimi tytułami naukowymi, że przecie nie będzie jakiś dyżurów robić..  Profesor przyjmuje z otwarymi ramionami.
Zaczęłam sobie zostawać po zajęciach , poumawiałam się, że jak coś to mnie wołają do operacji .. do koła się niby też zapisałam, ale bardziej mnie w sumie ciągnie na salę operacyjną i do pacjentów niż do projektów badawczych.. sie zobaczy :) Póki mogę, będę się tam plątać.. Choć pewnie nie będzie ze mnie chirurga.. już samo słuchanie tekstów w stylu "ale szkoda by tu pani było " zniechęca.. Ale tyle ile wyniosę z tego kręcenia się tam będzie moje :)

Od poniedziałku  zaczynamy chirurgię dzieciecą :))  Obaczym jak tam jest.. może.. może ta mała chirurgia będzie bardziej .. dostępna ?  W którąś stronę by się wypadało zacząc kierować. Jeszcze laryngologii jestem ciekawa.. takie moje pseudotypy specjalizacji ;)  No bo tak, chce coś z kręgu zabiegówki.

A szyja się goi. Boli jeszcze, ale mam nadzieję, że już niedługo.. W poniedziałek do mojej pani hematolog ze świeżym usg, no i dowiedzieć się co tam mój Dr wymyślił a propo grzebaniny po drugiej stronie szyi.. Sam otwarcie mi powiedział, że to duuża odpowiedzialnosć i on, owszem, czuje się dobrze, ale zapewne zależałoby mi na tym, żeby tego węzła poszukała osoba, która się czuję w ogóle  najlepiej właśnie w grzebaniu w tym regionie. Ma zagadać jakąś dr z laryngologii albo ewentualnie z naszej kliniki dr od przytarczyc.  Ale to już po niedzieli :)
Na razie dolizuję rany i delektuję sie pobytem w Domku   :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | skomentuj

żyję,nawet jakoś funkcjonuję :)

poniedziałek, 20 października 2008 22:19
19.10.2008
Fakt, że nie w cyberprzestrzeni, ale no niestety-  dostęp do netu mam ograniczony, właściwie go nie mam, poza momentami, gdy jestem w Domku. Pisać i wklejać notki? można by. Ale jakoś te 3 tygodnie chirurgii jak dotąd były baardzo wypełnione, ciagle w biegu.. Bo to wstawać trzeba przed 6tą - odprawa zaczyna się o 7:30, potem operacje - jakoś mam farta do tych 4-6 godzinnych.. wykłady, angielski i ani sie obejrzę, dojadę do mieszkania, wykąpię sie, trochę pokręcę i już pora snu. A naprawdę - dzieje się mnóstwooo ciekawych, interesujących i wartych opisania rzeczy:)) Chirurgia jest dla mnie coraz, coraz fajniejsza :) Dr'a mam przecudnego :P wdrażam się, zadomawiam, coraz lepiej na oddziale czuję. Tak dobrze, że i na koło będe chodzić :) 
Do tego wszystkiego doznałam i na własnej skórze jak to pacjent chirurgiczny się czuje- próbowano mi pobrać węzły szyjne do hist-patu. Podkreślam- próbowano - bo .. po prawie 3 godzinach na stole, rozpreparowaniu sternocleidomastoideusa chyba na wszystkie możliwe włókienka, dogrzebaniu się do tętnicy szyjnej, sprowadzeniu szefa dyżuru, coby też sobie tam łapami pogrzebał - operację zakończono ze stwierdzeniem, że węzłów w chirurgicznej rewizji nie stwierdzono. Czym wiec było coś, co wyczuwali wszyscy badający palpacyjnie, co było już 3 razy opisywane w usg jako węzły ( a w ostatnim to, że miały mieć w ogóle 3 cm!), co ja przecież od tego cholernego roku czułam  - nie wiem! Na razie jestem ciągle usztywniona, bo mimo, że cięcie tak ma 3-4 cm ( starali sie, cobym jednak blizny za wielkiej nie miała :)) ), to sama grzebanina boli, opuchnięta jak chomik jestem a i siniak zaczyna wyzierać spod stripów. W sumie druga doba po zabiegu.. Moja dr hematolog na wieść o takim obrocie sprawy - zaniemówiła. A jak już zaczęła mówić - to pierwsze co- powtarzamy usg. a potem.. potem pewnie i tak będzie kobita chciała mi tego węzła udydować :/ tyle , że teraz pewnie laryngolodzy się z tym bawić będą, bo te po drugiej stronie to się już w ich rewirze bardziej mieszczą. Ale jeśli naprawdę do tego dojdzie to ja chyba poproszę o uśpienie. Znieczulenie miejscowe- nasiękowe jest do bani! pod koniec i tramalu i.v. już dostałam i w ogóle w końcu uspać chcieli, bom ciśnieniem kosmicznym reagowała już.. ale w tym momencie zdecydowali o skończeniu zabiegu. Tylko problem miałam w piątek na zajęciach, bo miałam asystować przy nefrektomii, a z taką bolesną i ograniczoną ruchowo szyją się nie bardzo dało, więc musiałam sie zadowloić oglądaniem zza pleców dr'a :(
teraz dochodzę do siebie w Domku, śpię na okrągło, mam ciągły romans z ketoprofenem i paracetamolem , a przede wszystkim pocieszam Mamę, że mi naprawdę nic strasznego nie jest. Żal tylko , że nie miałam jak pooglądać tej operacji :/
No. to w przeogromniastym skrócie tyle. Postaram się jakoś pisać, ale ręczyć nie mogę :(
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | skomentuj

po raz piąty

sobota, 27 września 2008 22:40

buu.. jak ja nie znoszę tego całego wynoszenia się :(
Już, już człowiek się zadomawia na dobre a tu, o! dawaj wracać do miasta..  Cały pokój mam zawalony ciuchami, torbami, stosami książek do zabrania.. a gdzie tu mówić o tej masie drobiazgów, o których niezbędności przypomni się już w Stolicy .. heh. No nie cierpię tego i już  :((
Już tęsknię ..


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | skomentuj

podyżurowo :)

środa, 24 września 2008 11:21
Miałam napisać wczoraj, ale jak tylko usiadłam opatulona w kocyk w fotelu przed kompem, posprawdzałam pocztę, niepotrzebnie zagadałam na gg do pewnego Ktosia - i co gorsza nie doczekałam się odp na zwykłe cześć ( znowu zawirowania programu gadacza czy naprawdę nie odp? toci problem..) - zasnęłam jak niemowlak.. Obudziłam się gdzieś o drugiej. Szybka zmiana miejscówki na łóżeczko i spałam jak suseł przez kolejne 8 godzin :)

 

Nawet bym nie pomyslała, że taki dyżur aż tak mnie umęczy :)

Pojechałam sobie kole 16tej do mojego powiatowego szpitala, na SOR - do niedawno zaznajomionego dr B. Zapraszał serdecznie do towarzyszenia czy to na internie- gdzie pracuje, czy to na SORze - gdzie dyżuruje. A że miałam troche wolnego, to bach! szybka decyzja, jadę :)

Oj i nie żałuję :)

Na wejściu nic aż takiego się nie działo, wiec poszliśmy na oddział pooglądać co ciekawszych pacjentów.

Nie było mnie na tamtejszej eRce jakieś 3 lata.. ale w sumie za wiele się nie zmieniło.. no może pielęgniarka.. a i pacjenci też ;)

Leżało czworo. Pani ze wszczepioną właśnie przez dr'a elektrodą, bo serducho sobie biło raptem z częstotliwoscią 40-paru uderzeń a i z miarowością za dobrze nie było, wcinała z apetytem podwieczorek, wyraźnie w lepszym stanie, piała z zachwytu nad cudownymi ręcoma dohtora :P Już jej tak nie ciśnie! i lepiej się oddycha! :)

Pan L. był zółciutki jak cytrynka. Przywiązany pasami, szarpiący się, pod tlenem, z cewnikiem. Po haloperidolu - bo majaczenia i w ogóle to w ciężkim stanie wytrawny pan pijak, który dorobił się zespołu wątrobowo nerkowego. Jak to mówili nam na immunologii klinicznej? Wątroba do kosza, ale nereczki do przeszczepu będą dobre.. Zważywszy, że szanse na przeszczep wątroby minimalne a właściwie zerowe  u tego pacjenta, to.. no. Jak za długo ten stan trwać nie będzie, rzeczywiście może narządy pana posłużą jeszcze ludzkości..

Obok na łóżku siedział przesympatyczny pan Józef. Uśmiechnięty, pięknie współpracujący, z werwą zadzierający koszulę, coby dać się "młodej doktor" (tiaa.. to o mnie :P) osłuchać. Żebym wiedziała jak słychać serce z wszepioną zastawką dwudzielną.. pomacać wszczepiony kardiowerter, popatrzeć na blizny po kilku innych operacjach. Biło wolno.. nierówno. Miało prawo. Gdy wyszliśmy, dr B. pokazał wyniki echo - frakcja wyrzutowa 17% .. Kwalifikacja do przeszczepu.. tyle, że nie w przypadku 72 latka :(

W pokoju lekarskim pooglądaliśmy jeszcze sporo innych historii chorób.. Pacjent 51-letni, po zawale 7 lat temu. Serducho prawie w całkowietej akinezie. Frakcja  15% .. i w tym wszystkim bark jego zgody na przeszczep!!

Pani Z., 47 lat, od 10 lat z rozpoznaniem RZS. Leczona jak do tej pory tylko lekami przeciwbólowymi.. teraz w stanie już naprawdę ciężkim, wreszcie włączony metotreksat i.. po pierwszej dawce wygenerowała chyba większość działań niepożądanych. Zapalenia jamy ustnej potworne, krwawienia a przewodu pokarmowego, biegunka, wymioty..

37-latka z toczniem układowym. Nie zdążył dr z elektrodą.. zmarła po reanimacjii..

18-latek - od 2 lat rozpoznanie raka kości. Niby kom. nowotworowe wybite, ale pojawiły się przerzuty. Od lata coraz więcej duszności.. Apogeum w ten piątek. Płuca zalał masywny krwotok. Zmarł po paru minutach. Przynajmniej w chwili śmierci się nie nacierpiał..

 

Na dole zrobił się mały tłumek. Przwywitało nas dwoje policjantów i ekipa pogotowia. Wezwani do mocno agresywnego, połamanego swoją drogą pacjenta.. Zamieszanie spore, szef ekipy, który zwoził delikwenta, nie zdzierżył kolejnego gapia, wtykającego nocha do pokoju, gdzie opatrywano wrzeszczącego i wyrywającego się człowieka..

- a może pan tam wejdzie, zapraszam, zapraszam, jak pan taki ciekaw- i zaczął popychać w stronę  uchylonych drzwi ..

- niee.. ja nie.. dziekuję - wystraszony wycofał się czym prędzej na poczekalniane krzesełko..

Zostałam szybko przedstawiona ekipie jako pomoc tymczasowa ;) i poszliśmy do gabinetu, pod którego drzwiami już czekało parę osób. Wszystkie z bólem w klatce piersiowej , jak się okazało później.

58-letnia pani W. , astmatyczka od wieelu lat zgłosiła się z wyjątkowo silnym bólem w klp, dusznością, odkrztuszaniem plwociny. Była w przychodni, ale stamtąd skierowano ją właśnie na izbę. Ekg w normie, osłuchowo w sumie też nic nie było, no ale standardowo- badania podstawowe, do tego kroplówka z teofiliną. I dopytanie się o wyraźne wole..

- a tak, ja biorę leki na to.. Nadczynność mam..no pani dr to kazała mi na operacje już dwa lata temu iść, ale to by do Warszawy jeździć trzeba było, tyle zamieszania..

- a kiedy pani kontrolowała hormony tarczycy?

- no te dwa lata temu , jak byłam w szpitalu.. do tego endokrynologa się w ogóle zapisać nie udaje!

- nawet TSH pani nie sprawdzała??! -myślałam, że padnę z wrażenia

- no nie.. mówię, że dostać się do endo..

- prosze pani! takie badanie to lekarz rodzinny nawet zleca!

Akcja uświadamiania pani zawierała dodatkowo elementy namowy na zabieg.. bo w usg widoczne zmiany ogniskowe, na przestrzeni lat wyraźnie się zwiększające.. ehh..

Następna pani - typ bizneswomen, wysoka, zrobiona 46latka. Tępy ból za mostkiem od 4 dni. Ekg w normie, osłuchowo też. W wywiadzie brak gorączki, przeziębienia w ostatnim czasie, ale dla pewności w wolnej chwili podczas oczekiwania na podstawowe badania dr stwierdził, że polecimy zrobić echo :) tak żeby na pewno jakieś zapalenia mięśnia serca wykluczyć.

Trzecia pani prócz wspomnianego bólu w klp- przeszywającego, uciskającego, od paru godzin, od lat cierpiała na nadciśnienie (leczone tylko losartanem ), RZS i "silą nerwicę".. Wyglądała tak sobie. Ale trzecie tego dnia ekg w normie, osłuchowo nienajgorzej. No to zestaw badań- troponiny, jony.. i czekanie.

W samą porę ta "wolna chwila" od pacjentów nam się trafiła, mogliśmy z dr'em iść sobie na część chirurgiczną obaczyć panią, która u nas na sali leżakowała.. Po 70tce porządnie, potłuczona znacząco - złamana kość promieniowa i łokciowa nadłamana.. na szczęście podejrzenie o złamaniu szyjki kości udowej się nie potwierdziło.

Aż mnie korciło, żeby tam się zahaczyć na troszkę na tej urazówce :) ale Pam Chirurg miał wybitnie mało przyjazny wyraz twarzy.. a i my zaraz się wybraliśmy do nas, bo nam przywieźli ciekawego pana..

Od wczoraj miał 4 ataki drgawek. W wywiadzie padaczka alkoholowa od roku, wytrzeszcz prawego oka, nierówne źrenice,  potężna malformacja naczyniowa w lewej półkuli. Miała być operowana, ale dołożyła się nadczynność tarczycy i o. Do uregulowania i dopiero. No to co my na tym nieszczęsnym SORze możemy zrobić? No CT.

No to pojechał pan, my doszliśmy akurat w momencie, gdy już można było luknąć na wynik. Heh. Niesamowicie wyglądają tak poplątane naczynia.. Tyle że w sumie co my mogliśmy powiedzieć, skoro nie było z czym porównać tego badania? Gość nic ze sobą nie zabrał, żadnych wyników, żadnych poprzednich epikryz, no zero dokumentacji. Dr wymyślił, że właściwie to można by zrobić z kontrastem to badanie, już nawet ugadał panią technik radiolog, że na siebie bierze odpowiedzialnośc, że ze swoją pielęgniarką, już sie pytał pana o której ostatni raz coś jadł.. ale zaświtało mi wtedy ..

- dr. .. ale ten pan ma przecież stwierdzoną nadczynność tarczycy..

- o kurwa.. ops :) No tak.. To nie będzie kontrastu. 

I pacjent na salę a my do pań spod gabinetu. Poprzychodziły już wyniki. I tak pani z astmą widać miała zaostrzenie, po wykończeniu kropówki poszła sobie do domu. Bizneswomen - wyniki w normie, ale jeszcze echo.  Za to trzecia pani.. no cóż.. troponina 2,03 .. łącząc z brakiem cech niedokrwienia w ekg - wygenerowało się piękne NSTEMI. Znaczy sie w piżamkę i na eRkę na górę. Na wieść o tym zwykły poziom zdenerwowania pacjetki wzrósł co najmniej dwukrotnie, ale w sumie rzeczy wszystkie już miała ze sobą.. choć raczej nie na ten przewidywalny tydzień, jaki jej przyjdzie tu zapewne spędzić.

Szybki przegląd pacjentów na sali obserwacyjnej zaowocował wypisem trójki z nich. Ostał się tylko pan z pomerdanymi naczyniami w mózgu.

Na korytarzu spotkaliśmy jeszcze raz szefa pogotowia. Pogadaliśmy chwilę, rzucił, że mieli właśnie piękny zawał GPZ w ekg widoczny i  że zaraz przyniesie zapis :) Dostałam go nawet na pamiątkę, celem wklejenia w widocznym miejscu jakimś na ścianie :P Pacjent i tak już był na Banacha przewieziony hihopterem, ponoć już nawet udrożniony :)

- Hmm.. a ty stąd jesteś? - zapytał się Szefu

- no parę km stąd mieszkam

- to wiesz co? jak będziemy mieli wezwanie do jakiejś fajnej roboty jedziesz z nami:)

- dzięękii :)) - normalnie urosłam :)

Poszli my zrobić obiecane echo. Pani bizneswomen na szczęście nic nie było, wyszło, że ból był nerwobólem. A ja miałam za to przyspieszony kurs echokardiografii :P Już pod koniec badania - telefon z konsoli - przywieźli nam pacjenta. Za chwilę mieliśmy przyjść, ale młoda lekarka chyba się doczekać nie mogła i w końcu dotuptała do nas :) Miała mieć zaraz kurs na Niekłańską z dzieciaczkiem, co to w bilonie zasmakował. Zdała relację- 54-latek, z bólem w klp od dwóch dni, kaszlem z odkrztuszaniem, utrudnionym oddychaniem, cukrzyk typu drugiego, ale leczony insuliną, której zresztą od 3 dni nie przyjmuje, bo mu brakło.. tak jakby podejrzenie zapalenia płuc. Dokończyliśmy wszystko i do pacjenta. Już przy samym wejściu na salę - odór tak jakby wypróżnienia. Jak doszedł tekst tegoż pana, czy by nie mógł dostać spodni od piżamy, bo nie wziął, uznałam, że może.. no.  Próba zbadania tylko nasiliła doznania zapachowe.. a i nagimnastykować się trzeba było, żeby zejść z linii odkrztuszanych intensywnie wydzielin.. Z badań - przede wszystkim rtg klp

- wiesz co, źle mi sie widzi ten facet.. dopóki nie wykluczę gruźlicy nie biorę się za niego. Ostatnio miałem właśnie dwa przypadki.. - dr wyjaśnił czemu tak, a nie inaczej robimy..

Jak przynieśli rtg.. ehh..

- no to Mała co ty tu widzisz, hę?

- yy.. ej, no przecież wiesz , że radiologii ani pulmonów nie miałam jeszcze - aż mi głupio było..

- dobra, weźmiemy to porządnie podświetlimy.. o.. widzisz tu? i tu i tu?

- oszz.. cholerka.. 

- no. Wiesz ty co? tu chyba jakaś zła konstelacja jest-rzucił żartem B. :) - albo ja i ty na dyżyrze, albo ty w tym szpitalu, ale no.. CIEKAWY masz dyżur prawda ? :) - Hehe.. no ja tam się gniewać za to nie miałam zamiaru :D

Trzy owalne dosć spore zaciemnienia. poziom płynu tak jakby pod nimi.. jakieś przejaśnienie nad..

- no to pan ma albo jakieś jamy pogruźlicze, albo raczysko, choć raczej  nie, albo ropnie płuc.. i rozpadające się tkanki nad tym.. o ..tu. Pójdziemy jeszcze do szefowej na oddział skonsultować i dzwonimy do Otwocka, żeby go sobie wzięli. w końcu jedyny ośrodek zajmujący się w mazowieckim gruźlicą..

Za-ca ordynatora, już lekko podsypiająca, może nie do końca chciała przystać na ropnie, ale za wysyłką pacjenta była jak najbardziej. To dr wziął numery i na dół do dyżurki brać i obdzwaniać..

Pierwszy nr.. i ..

- dobry wieczór, mówi dr B. ze szpitala w ...  Dzwonię w sprawie ..

(...)

- naprawdę?! :) dziękuję bardzo w takim razie, pacjent dotrze niebawem w takim razie :)) ... Noo... udało się!

- ha! :))  a widzisz dr? choć w tym szczęścia przyniosłam może :P


Szybki wgląd w naszych dwóch pacjentów i no.. że już było po 22ej.. się do Domku wypadało zebrać. Karetka nie dostała niestety jakiegoś fajnego wezwania, więc się nie przejechałam :(

 

Ale dyżur.. heh..  i tak był peełen wrażeń :) a najlepsze, że kiedy będę tylko chciała i miała czas mam wpadać tam :) I w ogóle to już wiem, że ze stażem- kombinować z żadną Warszawą nie będę, tylko właśnie w takim małym, zwykłym, powiatowym szpitalu będę robić :) Żeby jak najwiecej się nauczyć, robić samemu i w ogóle uczyć się samodzielności. O! :)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | skomentuj

House M.D. od muzycznej strony :)

wtorek, 23 września 2008 11:58

Mazzy Star "Into dust": 
 http://pl.youtube.com/watch?v=hHfVNH1FaT4&feature=related

Gorillaz "Feel good inc": 
http://pl.youtube.com/watch?v=01C4RPEinM4

Rolling Stones "You cant"t always get what you want" :
http://pl.youtube.com/watch?v=5xODSniE2dE&feature=related


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | skomentuj

ufffffffffff... :)

czwartek, 18 września 2008 18:15

No. ZDAŁAM :-D

 

Kurka.. czyli się naprawdę realne zrobiło, że ja tym całym Lekarzem będę :-]

Jejuu.. 5 rok! heh..

Aj tam, piąty jak piąty.. co za rozpusta mnie teraz czeka - mam caałe 10 dni  WAKACJI :-]


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | skomentuj

4 lata temu..

poniedziałek, 15 września 2008 14:40

.. o tej porze wracaliśmy ze szpitala. Od Mamy i .. Małego :)

Historia Jego pojawienia się na świecie jest tak nierealna, że nawet nie mam co pisać.. rzadko komu chce się w nią wierzyć :P

Ważne , że jest.

Że zdrowy, że wesoły, że pogodny , że mądrala, że pociecha w Domu..

Mój Mały Brat.

Sto lat w zdrówku, miłości i szczęściu! Niech Ci ten świat wielki łaskawy będzie :))


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | skomentuj

to już wiem

piątek, 12 września 2008 15:26

Z samego rańca, jak gupia szybko jechałam, coby zdążyć na pociąg.. zapomniałam, że teraz jakoś gęściej na wjeździe do miasta i że trzeba zwyczajnie 10 min więcej na dojazd poświęcić.. ale się udało :) Bilet co prawda już od konduktora a nie  w kasie, ale byłam w drodze. Z zachodniego pędem na Bachama, myk na górę na 4 piętro, grzeczne dzień dobry wszystkim na hematologii i odczekanie swojego, celem pozbycia się 20 ml krwi.. Mam nadzieję, że wyniki się zrobią do wizyty u dr - 1.10..

Z racji , że dziekanat otwarty od 10:30 miałam spooro czasu na łażenie. tylko co tu można robić w Wawie przed 9tą rano? wypożyczalnia studencka niestety od 12tej.. peszek, bo od poniedziałku już będzie normalnie od 8mej..

Troche się powłóczyłam.. Już zapomniałam jakie to miasto jest brzydkie :/ Zwłaszcza w taki szary , zimny, słaby dzień..  jakoś ten czas zleciał ..

A w dziekanacie.. nasza bardzo miła Pani Sekretarka radośnie mi obwieściła, że termin egz z Farmy już mamy wyznaczony. Na czwartek.

Na TEN czwartek- 18.09.2008.

OmatkoswietaniepojetajaniemogekurnamacjuzsieBOJEEEEEEEEEaaaaaaaaaaaaaa!!!!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | skomentuj

w przychodni lekarza rodzinnego

poniedziałek, 08 września 2008 18:05

(Nie)normalnie mam tam praktyki. Miało być szybko, sprawnie i z pieczątką błyskawiczną.. jest tak, że od środy siedzę w przychodni. Na szczęście takiej już normalniejszej niż u tej mojej przypisanej dr.. tzn z wieloma specjalistami, dużą ilością pielęgniarek, laboratorium na miejscu, usg i takie tam. Co prawda trafiłam cantralnie w sezon urlopowy i ostała się jeno jedna ta moja dr z internistów, ale zawsze mogę się tam zwyczajnie pokręcić. Długo siedzieć nie muszę 9:00-12:30, ewentualnie jeśli chcę sobie popijawkować na pacjentach to od 8mej w laboratorium siedzę .. Czyli jestem na 8mą :)

Dziś było boosko :) 33 pacjentów do pobrania! i prawie wszyscy moi :D Prawie, bo się okazało, że nagle na wjeździe do tej mieściny mojej zrobił się taaki korek, jak jasna cholera.. No i zamiast 15 minut jechałam.. prawie 40 :/  No to tak odliczę z 6-8 pacjentów, plus dwóch , którym nie mogłam znaleźć żyły ( to chyba tak, żebym za pewnie się nie poczuła :P ) A reszta- jakieś 23 osoby, normalnie pobrane przeze mnie :)) i to ku mojemu zaskoczeniu całkiem sprawnie, bez komplikacji.  Strasznie się ucieszyłam, bo bardzo rzadko tak naprawdę miałam okazję do kłucia.. a to największa frajda jak dla mnie :) I pożyteczna szalenie.. w końcu powinnam tę umiejętność mieć wyćwiczoną. I teraz wszystkie pielęgniarki wiedzą już, że jak się cośkolwiek ma dziać z igłą , zastrzykiem domięśniowym, szczepieniem, wykonaniem jakiegoś badania - to wołać czeba mnie :) I aby się nabijają z tego mojego uśmiechu od ucha do ucha, jak wracam po jakiejś grzebaninie :P W zasadzie powinnam siedzieć w gabinecie u pani dr.. i nawet siedzę.. tyle że niestety- z racji jej osamotnienia na placu boju, pacjenci są obsługiwani w sposób ekspresowy- max 10 min, często zdecydowanie krócej.. jeden wychodzi, drugi już się z nim mija w drzwiach i się gramoli na krzesło. Ja, jak ta sierotka siedzę na kozetce, bo przecież dodatkowego krzesła w pięknym gabinecie dr nie ma i raczej nie życzy sobie by było.. Ani czasu żeby podpytać o schorzenie pacjenta, o historię choroby.. nawet jak już włażę dr na głowę i zaglądam przez ramię na ekg, czy wyniki badań to wiem tyle, ile sama wywnioskuję- bo ona nic nie mówi. A jak pytam .. z łaski swojej powie coś tam , że dobrze, że nic nie ma, albo coś tam bąknie i z powrotem nos w kartę i uzupełnianie papierów.. Hmm.. no nie tak to sobie wyobrażałam.. Ale jak już mówiłam i tak jest lepiej niźli by było u mojej rodzinnej. No  i nuda gabinetowa uatrakcyjniana jest przerywnikami mini-zabiegowymi :)

Fajnie tak :)

 

A z farmakologii - oczywiście terminu jeszcze nie ustalili. Co więcej- dziś jak dzwoniłam się czegoś dowiedzieć pani sekretarka (przemiła kobieta na żywo) dość oschłym tonem powiadomiła, ze terminu ni ma i dowiadywać sie po.. 15.09! noszz.. na delikatnę pytanie czy w takim razie zapowiada się na to , że komis będzie jednak w ostatnim tygodniu pani zdecydowanie powtórzyła 

- po 15tym dzwonić!   -  i o. Koniec tematu.

Mam nadzieję tylko, że nie zrobią brzydkiego psikusa i 15tego rzucą hasło, że egzamin jest przykładowo (odpukać!!) 16tego..

Heh. Nic to. idę sobie poczytać mądrości rozmaite..


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | skomentuj

do trzech razy sztuka?

środa, 03 września 2008 0:12

- no .. proszę pani, żeby tak pani na to pierwsze pytanie odpowiedziała.. ale to poprawkowy termin, więc.. no cóż..

Taakk.. Żeby pan doktor z łaski swojej dał odrobinę czasu człowiekowi wyrwanemu jako pierwszy w pierwszej trójce do odp, gdzie pytanie padło zanim zdażyłam usiąść na cholernym krześle, to bym i odpowiedziała pewnie. No ale niestety. Zatkoało mnie, no kurwa mać zatkało, czarna dziura w głowie , że nie wiedziałam jak mam na imię.

- przepraszam doktorze, czy może nastepna osoba dostać pytanie, a ja sie w tym czasie zastanowie chwilkę? Jestem bardzo zdenerwowana..

- nie. proszę pani,  to pytanie do pani już nie wróci!

No i nie wróciło.

Nie pomogły dwa pozostałe juz dobrze odpowiedziane. Pieprzony quiz 3-pytaniowy..

Bilans naszej trójki? 2:1 dla doktorka. Później ponoć nie lepiej było.. Jak wychodziłam z zakładu- tak właściwie było pół na pół. Ale info nie posiadam konkretnych. Tylko tę, że z 30 osób , które zdawały w piątek super-hiper komisa- w ogóle o dopuszczenie do egzaminu, zdało... 6. Pozostałe 24 już mają zagwarantowaną (nie)przyjemność powtarzania przedmiotu.

Termin egzaminu komisyjnego oczywiscie niewiadomy będzie jeszcze przez minimum tydzień :/

 

Na szczęście J. zdała :)) Więc równowaga w przyrodzie została zachowana i nasze alkoholizowanie się wieczorno-nocno-poranne było wyważone :P

Jedna opijała, druga zapijała ;D

 

Tylko żal tego czasu.. tych nerwów.. ehh.. i tych gór, w które z J. teraz nie pojechałam :(

Cóż. Życie.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | skomentuj

stan na dobę z kawałkiem przed egzaminem

niedziela, 31 sierpnia 2008 0:41

  

 

..tak jakby mój cały komentarz w tej sprawie..

A. no i może dodam, że właśnie wróciłam z ogródka, gdzie z latarką w ręku poszukiwałam listków melisy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | skomentuj

kwintesencja niekonsekwencji?

środa, 27 sierpnia 2008 22:26

Mocną kawę (no dobra, z mlekiem)  popijać..  melisą :)

 

..walka trwa..


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | skomentuj

dotuptałam :)

poniedziałek, 18 sierpnia 2008 16:00

I co tu dużo mówić?  Tylko żal, że miałam dwa lata przerwy w pielgrzymowaniu..

Było po prostu bardzo, bardzo.. miło. Dobrze. Fajnie. Korzystnie. ..  

To było to, czego mi było trzeba. 

 

A od dziś - farmakologia..


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | skomentuj

od jutra ruszam w Drogę :)

wtorek, 05 sierpnia 2008 21:24

Żadnych wielkich udogodnień.  Bez bierzącej wody- kąpiel w misce. Do  jedzenia -co łaska ludzka i suchy prowiant. Spanie w namiocie. Wieczorem kłucie bąbelków i opatrywanie ran i ranek wspólbraci niedoli tułaczej, a tym samym pare godzin wypoczynku mniej.. ale co tam :) Na postojach miła lektura prezentacji z farmakologii.

Do celu - pod 300km. Jeśli Siła Wyższa da- 14tego uroczyste wejście :)

A czy na 15tego zostanę? się okaże już w drodze..

 

Tak, Psze Szanownych Czytelników :) Od jutra dzień w dzień, czy to deszcz czy słońce, wiatr czy.. coś tam,  będę sobie tuptać - już 3 raz - na Pielgrzymkowym Szlaku :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | skomentuj

zresocjalizować!

sobota, 02 sierpnia 2008 22:09

Nie wiem kogo bardziej- małych degeneratów czy ich rodziców , ale kogoś na pewno.

 

Mamy wilczura, który przeskakuje -mimo wszelkich zabezpieczeń i kombinacji- przez siatkę i tak chadza na spacery. A że ostatnio u "sąsiadów" ich suczka weszła w fazę płodną ( no cieczkę ma), to te spacery ukierunkowane w tamtą stronę właśnie były. No nie powinien pies tam łazić, wiem. Ale jak ten niepohamowany instynkt psiej natury się odezwie, to naprawdę trudno nad nim zapanować.. No i pobiegł. Następnego dnia patrzę, a on jakieś takie oko ma zaropiałe, delikatniej stąpa.. no pogryzł się pewnie z innymi psami, pomyślałam.

Po południu Mały bawił się na podwórku razem z trochę starszymi chłopaczkami. Rozmawiałam sobie z sąsiadką, właśnie doszłysmy do tematu psów, wspomniałam, że nasz się chyba gryzł..

- ale prose pani! on się nie gryzł! To B..y , jak przyszedł do ich suki, zamkęły go i tłukły kijami! dobrze, ze dał radę uciec!

- słucham?! mojego psa? bili go?!? - nie docierało do mnie..

- no tak. Bo oni to w ogóle, jak mają ich za dużo albo któryś narozrabia, to go pan B.. bierze  łańcuch o..o tak wiesza i on zdycha! widziałem już nie raz!

Zamarłam. Po prostu zatkało mnie. Jak w ogóle tak można??

 

I kto właściwie za to powinien odpowiadać? Dzieciaki? najstarsze ma 11 lat.. a przepraszam. Mają 15letnia siostrę, która.. miesiac temu powiła dziecko. Muszą brać z kogoś przykład..

Czysta patologia :(


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | skomentuj

i po praktykach :(

czwartek, 31 lipca 2008 0:39

Przesympatycznie dziś było :) Bardzo serdecznie się Dohtórki ze mną pożegnały, podziękowały za pomoc, zaangażowanie.. a moja dr J. rzuciła propozycję, że opinię owszem wystawi, ale nie zaliczy, bo się tu jej przydam ;) i w ogóle, to może bym już zaczęła tu pracować, co? :) 

A dziś, swoją drogą, dowiedziałam się od koleżanki, która robiła ze mną praktyki na tym oddziale, że generalnie to brano mnie za stażystkę (!) .. i nie - nie chodziło o to , że jakoś 'poważnie wyglądam, tylko, że tak siedzę i siedzę w tym szpitalu, robię tyle, że prowadzę historie, badam, wykazuję się samodzielnością, chadzam z pacjentami na konsultacje zamiast dr na laryngologię  (oczywiście jej wynik jest również w kartę zawsze wpisany, spokojnie, aż takim zaufaniem studenta nie raczą :P ) i po prostu wyglądam na zadomowioną :) 

No na to nie poradzę. Żeby mi dobrze gdzieś było, muszę się swojsko poczuć :)

Jeszcze tylko Mały z Dużym Bratem  trafili po mnie do szpitala, obiecaną wycieczkę -zwiadowczą wykonaliśmy, zaprzyjaźnionego małego Antka z oddziału obejrzeliśmy , z jego mamą  się serdecznie pożegnałam- przez ten tydzień jakoś tak się polubiłyśmy :) , moi pozostali pacjenci też pożegnani.. jeszcze raz do Dohtórek .. i w drogę. Po rzeczy do mieszkania i do Domku :)

Jak już się tak rozpakowałam, pobyłam chwilę.. uświadomiłam sobie , że bardzo tęskniłam.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | skomentuj

zielona noc ;)

środa, 30 lipca 2008 0:52
Bo to jutro już ostatni dzień..ostatnia nocka.. aż przykro mi tak :( Aby się człowiek porządniej zadomowi i już frruu.. z powrotem do rzeczywistości.. tym razem pozaszpitalnej.

No ale dziś jeszcze wszystko szło normalnym trybem. Miałyśmy z dr J. problem z pacjentem.. od czwartku ma gorączkę, trudnoobniżalną, bóle brzuszka, silnie zajęte drogi oddechowe, katar, sflaczenie niepospolite (czyt.osłabienie), wczoraj dołączyła się biegunka. Generalnie obraz silnej wirusówki.. Tyle że niestety w posiewie wyszedł Staphylococcus hominis metycylinooporny. Najprawdopodobniej było to zanieczyszczenie przy pobraniu, ale pewności nie ma. Że dzieciak słaby, w nocy mu gorączka skoczyła do 40.7 'C, antybiotykoterapia o szerokim spektrum musiała zostać włączona. Tym bardziej, że adenowirus, który jest naszym głównym podejrzanym z kału się nie wyhodował, a wyniki z surowicy i kolejnych posiewów krwi będą dopiero kole czwartku :/
Tu aż muszę nadmienić o dobroczynnym wpływie osobistego załatwiania pewnych spraw ;) Normalnie diagnostyka, mieszcząca się dwa piętra niżej, zostawia wyniki w specjalnej skrzynce, zazwyczaj, gdy już się różnych innych sporo nazbiera..ale jakoś mnie tknęło, zeszłam, żeby się tam jeszcze o coś dopytać.. I tak pani mgr wytłumaczyła mi zasadę pobierania od razu dwóch zestawów na posiew, co z mikrobów oczywiście wiem, ale na oddziale był to z lekka mówiąc szok i zaskoczenie, pouśmiechała się pod nosem, gdy dowiedziała się, że na wieść o szczepie MRS-CN dohtórki zmieniły Zinacef na Klaforan (a przecież żaden beta-laktam tu działać nie będzie), a w ogóle to była tak miła, że od razu mi wykonała biochemizm tego szczepu, za kolejne pół godziny antybiogram na piśmie wydała, w końcu postarała się dość szybko oznaczenie w kierunku adenowirusa wykonać :) Fajnie tak :)
No i mam satysfakcję, że może teraz na oddziale poprawne procedury posiewów będą stosowane.. coś im tam po mnie zostanie :P
***
Do poradni otyłości trafiają różni rodzice. Większość z nich łączy to, że znaleźli się tu tylko dlatego,że pediatra kazał. Dla nich najczęściej dziecko po prostu "dobrze wygląda". Są oczywiście i Ci świadomi sytuacji.. ale w zdecydowanej mniejszości.

Swoją drogą, to jakiś fenomen, że taka mama nie zauważa, że coś jest nie tak, jeśli synek mając 10 lat waży.. 81 kg. Ok. opatruje się widząc codziennie, do tego sama ma pod 38 BMI.. ale.. ALE! Chyba już gdy tyje w ciągu jednego miesiąca 5 kg to się da zauważyć? dzieciak w trybie przyspieszonym ma przyjść na oddział. Cholera wie, może się jakieś choróbsko poza obżarstwem rozwija? Mama wyszła z gabinetu ze łzami w oczach..
5-latek wyglądający na 10 był szalenie sympatyczny :) Tylko nie mogłam się pozbyć wrażenia, że jego rozwój psychiczny na jakiś uwsteczniony wygląda. Po upewnieniu się, że dziecko w szkole wręcz wyśmienicie sobie radzi, jest uważane za inteligentne dotarło do mnie skąd u mnie taka myśl. Po prostu moja podświadomość analizowała zachowanie tego chłopca
w oparciu o obraz, który docierał za pomocą narządu wzroku.. Połączenie wyglądu prawie nastolatka z seplenieniem, lepkością uczuć i domaganiem się "plusacka" zwyczajnie nie współgrała :)
Kolejny pacjent był chyba rekordzistą w nic-nie-mówieniu. Nadrabiała za niego mamusia.. w miarę rozwoju wywiadu oczęta się coraz bardziej rozszerzały ze zdziwienia..
-Ojciec dziecka? Zamordowali go! ale on był bardzo inteligentny i wrażliwy.. jakoś psze pani te studia musiał skończyć.. ale chory on był.. jak gadałam z tą jego pierwszą to mówiła, że ciągle go "R-ka" zabierała..
- Ja? ja to generalnie mam problem z tarczycą, sercem a od zeszłego roku mam padaczkę.. tak, pourazową..tzn pani doktor mnie pobili i po tym..
- no ja nie mogę go upilnować! on ciągle je! zamknę chyba na kłódkę lodówkę.. no bo ja pani doktor to bym chciała, żeby choć ten start w dorosłość dzieciaki miały ze zdrowiem. Póki tej pełnoletności nie osiągną, żeby powyleczać co trzeba.. Ja nie wiem, mam pięcioro, ale tylko te takie chorowite. (..) wizytę to bym prosiła umówić między - tu padło kilka terminów w sierpniu- bo mamy jeszcze wizytę u neuropsychiatry, chirurga, kardiologa..
Może to i troskliwość.. ale ciutkę tu zakrawa na przeniesionego Munchausena..
***
Na odprawie dr D. nagle ni z tego ni z owego
- Pani doktor - tak, to do mnie :) - poprosiłabym o zaniesienie skierowania do poradni USG.. wie pani gdzie to jest?
- tak - odparłam szczerze zdziwiona, bo już nieraz tam byłam przecież z pacjentem lub po wynik.Zaczęłam się podnosić, co w ścisku panującym w  gabinecie nie było takie proste..
- albo nie! pani sobie usiądzie, a ja może poproszę pana S. - i z wdzięcznym uśmiechem podała skierowanie, chyba jeszcze bardziej niż ja, zaskoczonemu Stażyście. Gdy tylko nasz  jedyny mężczyzna na oddziale opuścił pokój, z diablikiem w oczach dohtórka wyjaśniła, że chciała sprawdzić, specjalnie czekała, aż to sam Stażysta właśnie się wyrwie, jako ten facet, do wyręczenia mnie z zadania.. Ach! co to za młodzieńcy teraz na tym świecie :P 
Ale jego mina na polecenie szefowej - bezcenna :D
***

A jutro przyjedzie po mnie Rodzinka :) i Małego mają też zabrać, więc wreszcie mu pokażę, jak obiecałam,  gdzie też się uczę te chore dzieciaki leczyć :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | skomentuj

weekendowodyżurowo :)

poniedziałek, 28 lipca 2008 0:40
Aj owszem, weekend spędziłam w szpitalu :)
Niestety nie działo się nie-wiadomo-co-i-w-ogóle.. ale że praktyki chcę skończyć w środę "odrobiłam" sobie czwartek i piątek. Mam chyba jakiegoś pecha, bo podobno w zeszłym roku o tej porze było jak w ulu. I jeszcze ten żar :/
Z racji wakacji trafiają nam się pacjenci spoza rejonu..albo kraju :) Tybetanka, Afrykanka, Rosjanin, Brukselka, Francuzka.. Angielski się ćwiczy ;)
Właśnie mama dziewczynki z Brukseli- Polka, ale od 15 lat poza ojczyzną, była mocno zaskoczona warunkami szpitalnymi. Traf chciał, że córka musiała zostać na noc.. ona z nią. Tyle że u nas nie ma łóżek dla Rodziców, we własnym zakresie muszą sobie skombinować jakiś materac, albo leżak. Zostało się jej krzesło.. Jak można się spodziewać rano była połamana
- no wie pani, nie spodziewałam się, że gdzieś tak może być.. u NAS to nie-do-pomyślenia!
I co ja jej biedna mogłam poradzić? Wiem, że nie jest to wszystko jak trzeba. Chyba każdy to wie. I nikt nie potrafi znaleźć dobrego rozwiązania na ten cały burdel w służbie zdrowia. Ciągle zmieniające się zasady wyceny, systemy.. ehh.. Taak.. mądrzę się, bo panie dohtorki, gdy siedziałyśmy w gabinecie, bardzo intensywnie przekonywały, że bycie lekarzem to ciężki kawałek chleba.. jakie to wszystko niezdrowe i w ogóle. Nie wiało optymizmem..

W momentach całkowitej posuchy na oddziale biegałam na laryngologię, albo na izbę przyjęć. Nie powiem, były to całkiem miłe momenty, zwłaszcza, gdy trafiali się przystojniacy z karetki wwożący nam pacjenta :P
Nawet jeśli tenże pacjent wzbudził alarm niewyobrażalnym zaniedbaniem, niedomyciem, podejrzeniem świerzbu i wszawicy.. Jak na komendę wszyscy obecni zaczęli się odruchowo drapać :)

A dziś byłam sobie na Starówce :) pierwszy raz od.. od dawna :) Były takie tłumy, że nawet nie przeszkadzało mi , że spaceruję bez towarzystwa.
Odetchnęłam tak trochę sobie.. :)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | skomentuj

after

czwartek, 24 lipca 2008 23:11
Jakoś tak po tej 15tej ciekawiej. bynajmniej dziś. Bo przed było dużo papierologii, dyskusja o postępowaniu w tężyczce jawnej na podstawie dostępnych prezentacji, ze dwa przyjęcia i tyle.
Konsultacja otolaryngologiczna z bardzo miłym dr Hindusem okazała się pouczająca- dorobili się super ekranu i kamerki, dzięki której wnętrze ucha Feli mógł oglądać nie tylko wykonawca badania :) Mały Mateuszek trafił do nas z wyraźnymi pakietami węzłów chłonnych w okolicy kąta żuchwy.. wyniki generalnie dobre, teraz diagnostyka w kierunku EBV, CMV, ewentualnie toxoplazmozy. "Dziewczynka"- Tybetanka, która za 1.5 tygodnia będzie pełnoletnia, u nas znalazła się na chwilowe przechowanie- przed interwencją chirurgiczną swojego pęcherzyka żółciowego.
17-letnią Paulinkę samodzielnie dziś wypuszczałam do domu :) Moja dr J. zeszła z rana po dyżurze, więc wytłumaczenie co i jak z nią dalej będzie, zalecenia, itp spadło na mnie. Fajnie tak :)
Antoś przebywał w pojedynczej salce dla maluszków. Miał podejrzenie sepsy, na szczęście na tym się skończyło. W ramionach mamusi, zabawiany minami tatusia, wśród kolorowych drobiazgów, tak mu dobrze znanych z własnego, rodzinnego Domu, był ufny, uśmiechnięty i zadowolony. No może nie do końca..
Nie mógł się porządnie przespać. Co tylko spróbował, zaraz go wybudzał rozdzierający płacz Błażejka z sąsiedniej mini-sali, przedzielonej od niego tylko szklaną ścianką.. Do płaczu dołączone było energiczne kiwanie się w rytm choroby sierocej..czasem tak silne, że łóżeczko przesuwało się na środek pokoju.. wysokie kraty łóżeczka przerażały Małego.. choć czy na pewno? w końcu zna je od chwili urodzin. Jego biologiczna matka zostawiła go tuż po narodzinach.. więc pewnie samotność. Pani opiekunka z Domu Małego Dziecka nie mogła z nim zostać.. Ja z D. zabawiałyśmy go przez jakieś 2 godziny, na zmianę, ale w końcu trzeba było zająć się robotą.. serce krwawiło przy próbie wyjścia z sali..musiałyśmy. Na szczęście wzięły go trochę do siebie pielęgniarki.. pobiegał sobie, był przy ludziach.. Ale i Siostry musiały wrócić do obowiązków.. znowu płacz, przeraźliwy, rozdzierający..
Mały ma rok i 8 m-cy, parę schorzeń, które wymagają regularnej kontroli, ale na oddział trafił celem diagnostyki niedoboru wzrostu. Jutro będzie wypisany, bo by cokolwiek powiedzieć musi pożyć jeszcze parę lat na tym świecie. Jeśli nikt go do siebie nie weźmie, stres wywołany brakiem miłości i przynależności raczej mu nie pozwoli wyrosnąć na koszykarza..
Oskar przyjechał z rodzicami, z wielką torbą ze swoimi rzeczami.. i z maseczką na twarzy i wkłuciem centralnym. Włoski ma jeszcze całkiem gęste, choć teraz w trakcie drugiej już chemioterapii sypią się coraz mocniej.. Tylko inteligentna, nienaturalnie pucołowata twarzyczka zdradzała pakowane w niego duże dawki sterydów.. Dołączył na "salę onkologiczną" do pozostałej trójki dzieciaczków. Mali pacjenci nie mieszczą się już na hematologii, a że u nas w miarę luźno..
Jak się okazało towarzystwo jest sobie już dobrze znane :) Mali zajęli sie sobą, mamy zaczęły plotkować.. gdyby nie sinobladość, brak włosów, obrzęknięte, choć uśmiechnięte twarze i wystające wkłucie centralne u każdego z dzieci...można by powiedzieć , że się spotkały na jakimś kinder-balu..
***
Babcia niestety nigdzie na żaden zabieg nie pojedzie :(( Profesor z Lublina zasugerował, że biorąc pod uwagę dotychczasowe efekty takich zabiegów, w podobnych przypadkach więcej było szkód niż korzyści.. więcej wylewów, uszkodzenia siatkówki.. Zalecił czekanie. Może się trochę wchłonie samoistnie, tak jak w pierwszym oku- w tym momencie gdzieś tam od spodu, kątem, coś tam Babcia widzi..no na tyle, że nie wpadnie na coś wielkiego na drodze..
***

Czasem mnie to wszystko chyba przerasta.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | skomentuj

a jak świeci słońce, od razu wszystko wygląda lepiej :)

wtorek, 22 lipca 2008 17:21
I nawet na oddziale się więcej dzieje. Właściwie w szpitalu konkretnie :)
Bo dziś postanowiłam, że mimo ciągle niewyrównanego niedoboru snu, będę aktywna jak i ile się da. W końcu po to siedzę w stolycy na praktykach, żeby nawet taki drobiazg, jak mała ilość pacjentów nie przeszkodził w ich spotykaniu. Jak nie na naszym oddziale- to na izbie przyjęć. a jak nie tam- to w poradni otyłości chociażby :) Byle coś się działo :)

A była i dziewczynka z zespołem Touretta- w dość łagodnej wersji, zamiast wulgaryzmów -  am!am!ammma! i jakieś podskoki od czasu do czasu.. i kilkoro na hematologię, dwoje na endo z otyłością, jakieś maluszki z niepokojem..
W poradni otyłości- czworo pacjentów.  Właściwie wszystko do dietetyka, ale na wszelki wypadek- na oddział.
***

Po odprawie dr R. do jedynego mężczyzny w naszym gabinecie:
- Pan tu dobrowolnie się w ramach stażu do nas na oddział zgłosił, więc zapraszam- jak by to nie wyglądało, mam pana... wykorzystać :P   - nawet najbardziej zaspane lekarki sie obudziły w mig :)  A jak już na wyjściu padło
- niechże pan nie zapomni tylko jajcomierza! :) - towarzystwo się dziarsko poderwało i ruszyło do roboty :D
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | skomentuj

ja chcę już spaać!

poniedziałek, 21 lipca 2008 22:33
I w ogóle niech ten dzień się skończy szybko :(

Zaczęło się tym , że ..się nie wyspałam- z wesela wróciłam o 6tej rano (taaak.. było baardzo fajnie :) ), a wieczorem przecież do stolycy się zwieźć musiałam..poczekać na B.&M. wracających z Mazur..zanim się nagadaliśmy zrobiła się druga w nocy.. 4.5godz snu nie zapewniły mi komfortowego wejścia w rolę zapalonej praktykantki. W połączeniu z deszczem i w ogóle tą całą aurą pluchy- nie było dobrze. Chyba nie tylko mi, bo jakoś cały oddział taki śnięty.. Pacjentów mało. Raptem jeden nowo przyjęty "dzidziuś" z otyłością, który za 4 miesiące stanie się pełnoletni. Nawet ciekawy- miał tak troskliwą mamusię, że poproszona o książeczkę zdrowia -dostałam ją i owszem.. Tyle że prócz tego segregator i zeszyt wypchany notatkami o 97 kilogramowym maluszku. Znaleźć tam można było wszystko. Ksera badań, wizyty lekarskie, przyjmowane leki- to jeszcze ok, fajnie, że jest. Ale już notki o tym kiedy się budził w nocy na siusiu, albo info o każdej przyjętej tabletce Apapu??
Zbadałam przedmiotowo jeszcze 15-miesięczną Julkę na wizycie kontrolnej- (wrodzona niedoczynność tarczycy) , wklepałam jakieś dwie karty wypisowe i już tylko zajmowałyśmy się z dr J. naszym wypieszczonym jedynakiem- zleceniem badań, badaniem przedmiotowym i.. przebrnięciem przez mamine materiały.
Z racji pierwszego dnia o 13tej wygnano mnie do domu.

Deszcz lał z nieba strumieniami. Dobrze, że do Rossmanna jest od szpitala 200m.. nabyłam różową parasolkę za 12,99 podwinęłam nogawki na 3/4 i ruszyłam dziarsko przed siebie. Szukać kiosku, gdzie można uzupełnić kartę miejską. Już w czwartym z nich wreszcie mi się udało.. zadowolona z siebie przeszłam się jeszcze po paru sklepach.. w końcu wsiadłam do tramwaju..jakoś tak totalnie z głową w chmurach, zajęłam się składaniem tej mojej różowej parasolki..
-Bileciki do kontrooli! - skutecznie ściągnęło mnie na ziemię. Za cholerę Kanar się nie dał przekonać, że się zagapiłam i tylko dlatego nie aktywowałam karty. Nie pomógł i paragon z godziną zakupu sprzed kilkunastu minut.. Nie było dyskusji. nosz k.. mać!
I tak oto bilet miast kosztować 39 zł wyniósł mnie 145,40 ;-( Za gapiostwo się płaci..oj płaci..
Wkurzona nie na żarty ruszyłam na pieszo złożyć indeks na farmie, no i może dowiedzieć się czegoś o wrześniowych atrakcjach.. Godziny otwarcia: 10:00-14:00.
Byłam 13:50.
Jak można sie domyśleć .. zamknięty na głucho ]:-|
Co jeszcze mogło mi się trafić? Ha! ależ jest tyle możliwości.. psie odchody czekające na skraju chodnika, odwijające się nogawki z lubością lądujące w największej kałuży, pełne skruchy smsy od weselnego towarzysza, który się złoił na cacy na imprezie, zacinający się zamek w drzwiach. I jeszcze B.&M. ruszyli na marszrutę w góry sobie i będę tu siedziała saama w tej Wawie :( i telewizora też nie będzie, bo nadajnik zmieniają i trzeba jutro przeprogramować coś, a ja przecież nie uumiem ;-( choć.. może i lepiej? Z przeszkadzaczy farmakologicznych zostanie tylko internet (tak! jest tu stałe łącze :) ).. O braku ciepłych ubrań, bom głupia myślała, że upały będą -hmm.. coś zalatuje podobieństwem do zeszłorocznych praktyk..- w ogóle już mówić nie warto..


Za dużo dziś tego wszystkiego po prostu.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | skomentuj

czwartek, 17 lipca 2008 23:57

Skończyć się ma Lublinem.  Tyle że ten Pam Dr teraz jeszcze na urlopie no i dopiero w poniedziałek będą się konkretnie umawiać - czy we wtorek od razu, czy w środę np Babcia ma się tam pojawić.. heh.. Źle. No źle po prostu, bo przecież tu się czas bardzo liczy :( a on miija tak szybko.

Nadzieja.. ciągle jest.. Bo co innego zostało?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | skomentuj

miało być lepiej.. może.. albo i nie.

poniedziałek, 14 lipca 2008 18:39

Przez parę dni po iniekcji doszklistkowej Lucentisem Babcia nawet zaczęła sobie coś tam poczytywać, nazwy leków zaczęła dostrzegać..serce rosło i uśmiech na twarzy coraz szerszy był, że terapia za 2650 zł (jednak Babcia się nie załapała na ten darmowy program, a działać trzeba było szybko) daje rezultaty.

Przyszedł dzień siódmy po zastrzyku..a raczej noc, kiedy coś tak Babcię pobolewała głowa. Kiedy rano wstała ze zdziwieniem odkryła, że jej ulubiony storczyk, tak przez nią czule pielęgnowany, zniknął ze stolika! za to pojawił się w jej pokoju ich wielki, czarny Nowofunland..który przecież sypia na podwórku.. w dodatku na żadne wołania i  odganiania nie reagował.. Pies przesłonił jej cały świat.

Babcia przestała widzieć :(

Byliśmy dziś na konsultacji - dohtory ręce popozałamywały - rozległy wylew podsiatkówkowy. Bardzo rozległy :/

Zaczęło się szukanie ośrodka, gdzie by można było spróbować "wycisnąć" spod siatkówki tę krew i zastosować rt-PA.. żeby nie zbliznowaciało, żeby jeszcze choć trochę tego pola widzenia odratować .. Łódź odpadła, Lublin miał być szturmowany teraz.. Dohtórka ma zadzwonić i powiedzieć - tak, czy nie. Jak nie, to z kolei znowu Dohtora kolej - będzie się starał we Wrocławiu..

Heh. Nie wiem czy Warszawy nie biorą pod uwagę, bo rzeczywiście nie ma tu kogoś, kto wykonuje taki zabieg, czy  też - mam nadzieję , że nie! - z powodów pseudopersonalnych jakiś?

Nieciekawie jednym słowem :(


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | skomentuj

raport wakacyjny:

piątek, 11 lipca 2008 22:37

Żyję :)

Sprzątam, szyję, jeżdzę na zakupy, bawię się z Małym, skaczę na trampolinie, jeżdżę na rowerze, latam pod prysznic 3x dziennie, zajadam sie wiśniami, borówkami, czereśniami, zastanawiam się w co się do jasnej cholery ubrać na wesele koleżanki z LO (przeciera szlak małżeński w mojej licealnej klasie :) ), poczytuję plotki w gazetach, pomagam Mamie..

I dzień za dniem mija. Nawet nie wiem kiedy.. wegetacja taka trochę..

 

Chyba pora zawiesić w widocznym miejscu jakiś byczy kalendarz :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | skomentuj

początek końca laby

poniedziałek, 07 lipca 2008 23:48

No to nie mam już wymówki :)

Pan Listonosz Szanowny użył swej siły mięśniowej i dotagrał mi oba tomy Szczeklika :) i od razu pierwszy nr Medycyny Praktycznej ! i mnie (nie)normalnie  ochrzcili na "Pani Doktor (..) " ..heheh.. co to nie robi z Wydawnictwa stałe zlecenie  17.70 zł ustalone na  dwa lata :P

Książki są śliczne :) pomimo przerażającej ilości wiedzy w nich zawartej ciągle są :)

I teraz na półce stoją sobie ..zaraz obok dwóch dumnych, już mniej ślicznych, tomów Kostowskiego, co to  straszą po nocach.. :/

Ale jeszcze ten tydzień tak na luzie mam zamiar spędzić. Poobijać się, popomagać w czym się da w Domku, wybawić Małego.. Bo od 21.07 zaczynam praktyki :)) Normalnie całe dwa tygodnie będę sobie z dzieciaczkami :) i już wiem , że będzie dobrze- w końcu na tym oddziale śmy spędzili w tym roku ładnych parę dni :)

Tylko..Ironia losu- to co jest zaletą - szpital dziecięcy w Wawie (w moim powiatowym szpitalu w wakacje w porywach bywa sześcioro dzieci :/ ) - jest jednocześnie dużym minusem. Znowu dwa tygodnie w stolycy.. jedno dobre, że choć już mam gdzie mieszkać w tym czasie ( szykowało się dojeżdżanie! ) ..no i to, że wieczorami będę już mogła na spokojnie farmę próbować -bo nie wiem czy wyjdzie :/ - robić.

A 2 tyg u lekarza rodzinnego? Póki co wiem tyle , że we wrześniu.. Coś wymyślę :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | skomentuj

w ZOO :)

niedziela, 06 lipca 2008 22:25

Oj ładnych parę lat mnie tam nie było.. ale, że Mały zafascynowany zwierzakami tośmy się rodzinnie wybrali na wycieczkę. Frajdę umniejszał co prawda dziki tłum podobnych wycieczkowiczów, żar lejący się z nieba , dłuuga trasa, no i jak dla mnie aspekt zakratowania zwierząt.. ale w sumie gdzież by indziej zobaczyć na żywo takie cuda :) ?

  kangury..

 

  -kozy w "małym zoo" - mało nie zżarły Maminej spódnicy i czapki Małego :)

 

   "Epoka Lodowcowa" na żywo ;)

 

zbliżenie na mądrą mordkę Żyrafy       

 

  i Z. biało-czarną czy czarno-białą?

 

  najstarsza mieszkanka zoo - krokodylica Marta -lat 78!

 

a w terrarium jeszcze był wieelki żółw wodny :

  ziewa sobie ;)?

 

i wąążżż teżżż był .. tu albinos :)

 

Cuda :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | skomentuj

... i ślubuję Ci ..

niedziela, 06 lipca 2008 0:20

Ach! Co to był za ślub :)

A właściwie śluby. Były dwa - z czego troje uczestników było z mojej grupy dziekańskiej :) Dotarłam na ten bliższy, do stolycy. No na drugi koniec Polski tylko dwie delegatki od nas pojechały ;)

 

G. wyglądała tak, jak sobie wymarzyła :) .. biel sukni i welonu w połączeniu ze szczęśliwymi minami Młodych wręcz oślepiała..Łzy wzruszenia podczas Przysięgi.. Chór - bliscy przyjaciele- dali z siebie wszystko, mury drżały od radosnych pieśni :) A gdy wyszli przed Kościół to lipcowe słońce łagodnie Ich ogarnęło swymi promieniami.. jakby na znak Błogosławieństwa..?  Oby :)

Oby im szczęście na Nowej Drodze Życia zawsze dopisywało i Miłość na zawsze Wielką pozostała :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | skomentuj

koniec sesji letniej!

czwartek, 03 lipca 2008 23:24

Psychiatrię zdałam :) Co prawda był jeszcze bardziej dziki próg,  niż na diagnostyce (tak, to okazało się możliwe!) i moich 75 pkt starczyło raptem na porządne 3 .. ale do przodu :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | skomentuj

piątek, 29 sierpnia 2014

Licznik odwiedzin:  116 275  

po nitce do kłębka

vertigo-medici@gazeta.pl

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Przyjmuj każdy nowy dzień jako dar
jak prezent, a jeśli się uda - jak święto.
Spójrz w lustro i uśmiechnij się do siebie
i powiedz sobie sam Dzień Dobry.
Nie zapominaj o szczypcie humoru
i dopraw to wszystko zapałem do pracy.
Uśmiechaj się szczerze do każdego,
choćbyś go nie lubił, i on ciebie też,
na tym polega pochwała życia bo
szkoda czasu na smutki- niech żyje radość :))

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl